Łóżko, w którym leżę, puste

Łóżko, w którym leżę, puste, czyjaś krew na poduszce. Sen byłby szczęściem, gdyby wierzyć szczęściu. Nie pamiętam tej kobiety, w której chodzę i z którą sypiam. Cudzym oddycham, w cudze włosy wpinam dłonie. Kim piszę, kim będę to czytać?


Julia Szychowiak

Prawie ciemno

Prawie ciemno. Dłonie są wszędzie tam, gdzie wcześniej było zimno. Słyszę: szczęście. Było przed chwilą, jak krzesło w rzece. Wolność to będzie ten balkon, rozcięty winoroślą, zamknięty spokój.


Julia Szychowiak

Dziecko ślizga się po szerokich plecach rzeki

Zastanowi się nad tym, co zobaczyło. Z głową między poduszką a świtem, lezącym na placu zabaw, jak wiaderko z piaskiem. Ranne niebo będzie, jak deska, z której można usłyszeć pukanie tętna. Jakby się słyszało pieśń, co zagląda do środka.


Julia Szychowiak