Rapsodia

Mariusz Grzebalski

Przyjechałem zaledwie kilkadziesiąt minut temu,

praktycznie bez zapowiedzi, a już teraz,

ze spokojem wartym lepszej sprawy,

osuwam się w pół zdania na łóżko

i zasypiam lekko niczym dziecko.

Za oknem deszcz pierwszy tej wiosny

płoszy przeklinających taksówkarzy,

którzy na bagażniki forda grali w karty.

Koc służący im za podkładkę (szczurzy brąz, ślady żelazka)

wyrywa się z rąk za trójką spłoszonych wróbli,

choć wiadomo – nic im tam, na drutach, po nim.

Twoja ocena
Mariusz Grzebalski

Wiersze popularnych poetów

Raczej

Gdy z tortu zdmuchnę świeczki czy to pech Że jedna nieposłuszna pali się Znaczy że miałam okrągły rok na sen Wypiłam swoje zdrowie i na stół Odstawię pełnej szklanki całe…

okno pogodowe

Wbrew obiegowej opinii kupiła szalik i wyjechała rezygnując z dziecięcych roszczeń i pragnień. Bo ile razy można dawać drugą szansę, wciągając dziecko, robiąc z niego stronę? Słońce – wykarmione i…

Autobiografia

Byłem już kiedyś chłopcem i dziewczyną, i krzewem, i niemą rybą, co wyskakuje z morza wyjątek z Empedoklesa Jestem stary jak świat, ja, co mówię do was. W mrokach początków…