Lipiec

Mariusz Grzebalski

powiedzmy szesnasta. W pół-

-przymkniętym oku to zbliża się,

to oddala. Biegnie w dół stromym zboczem,

za którym zgrzyta tramwaj.

 

Dawniej plułem stąd pestkami

w przejeżdżające pociągi. Teraz

ruch powiek: but ze złamanym obcasem,

jak fioletowy jamnik, ociera się

o twarz. (Trochę chłodno,

szarość przekrada się w błękit).

Za plecami niebezpieczna perspektywa

odpływu. Rośnie.

 

Nie chce się. Jestem,

więc?

Twoja ocena
Mariusz Grzebalski

Wiersze popularnych poetów

durne

Durne marzenie o lekkich, cyfrowych tekstach w nieskończonej pamięci kindla – czemu znów mnie zawiodło? Wracam z zakupów w księgarni, pocę się pod kurtką z nubuku i wiem: będą bolały…

Paralaksa w weekend

Dzisiaj przycinałem z matką winorośl, byłem głodny, tajałem na słońcu. Matka wybierała pędy bez owoców zielone, lekkie. Łamałem je, a sok lepił palce. Ręce umyłem w stawie. Matka w słońcu…

Jasności promieniste

Jasności promieniste, Niebiańskie rosy czyste, Pomagajcie każdemu Ziemi doznającemu. Za niedosiężną zasłoną Sens ziemskich spraw umieszczono. Gonimy dopóki żywi, Szczęśliwi i nieszczęśliwi. To wiemy, że bieg się skończy I rozłączone…