Mysza wieża

Ryszard Wincenty Berwiński

O ziemio moja! ty coś dawniéj była
Kolebką wolnych, dziś wolnych mogiła –
Ja syn pośmiertnéj twej grobowéj chwały
Pytam się ciebie – i gdzież się podziały
Dni twoje wielkie – gdzie ręka, co wskaże
Świetności twojéj zwalone ołtarze?

Oto twych stolic pozostały szczątek
Wieża Popiela – królowa pamiątek,
Czém jest – ruiną królewskiego grodu,
Czy piramidą na grobie narodu,
Po któréj ręka tylu wieków kryśli
Hieroglify dla potomnéj myśli?…

Stoi jak smutna Sodomy niewiasta
Nad ruinami upadłego miasta,
Na wieczną boleść wspomnienia zaklęta
Świetności jego krótkie dni pamięta. –
Stoi jak dzika rozpaczą Niobe,
W czarną stu wieków okryta żałobę,
Piękna i straszna swych dziejów powieścią!
Stoi bezdzietna i niemą boleścią
Do nieba sięga i o litość woła,
Litość dla dzieci! A gdzie twoje syny
Matko bolesna choć sama bez winy;
Gdzie jest ta stara duma twego czoła,
Gdzież jest szczęk mieczy i gdzie chrzęst pancerzy,
Któremiś zbrojnych witała rycerzy?

Jako bezwdzięczna kolumna Memnona
Z zapartym głosem śród zimnego łona
Stoisz w milczeniu!… Kiedyż blask jutrzenki
Obudzi w piersi twojéj dawne dźwięki?

Z tylu potęgi, męztwa i świetności –
Z tylu dzieł twoich, z tylu zwycięztw blasku,
Czyż tylko w polu niepomszczone kości,
I krew zakrzepła została na piasku?
A z twoich stolic i ogrodów i gmachów,
Czyż to schronienie żałoby i strachów –
Czyż to jedyny pomnik twojéj chwały?
O ziemio moja – mów, gdzie się podziały
Dni twoje wielkie – gdzie ręka, co wskaże
Przeszłości twojéj zwalone ołtarze?

Czemże są zamki, czém warowne grody,
Jeśli nie mogą od hańby zasłonić
Ducha wolności i synów swobody?…
Tyrani – próżno granitem się bronić!
Was dumne miasta i wyniosłe wieże,
Ni baszt obronnych kamienne puklerze,
Was mury wsparte niewolników dłonią
Od słusznéj pomsty nieba nie zasłonią!
Biada Wam!

Wolność wyparta za mury,
Ucieka w lasy, w niedostępne góry;
Z gór wypędzona lot szkrzydeł rozwija,
Nad ziemię wzlata, na chmury się wzbija,
I tam zatknąwszy sztandar swojéj chwały,
Na wolnych wiatrach przebiega świat cały;
W burźliwych nocach wraca między ludzi,
W imie ich swoje ze snu hańby budzi
I żyje wiecznie!

A wy Mocarze,
Gdzież się schronicie zasłużonéj karze?…
Dopóki wiatrom nie spętacie skrzydła,
Chmur nie weźmiecie na twarde wędzidła,
Wolnéj im w górze nie wzbronicie jazdy,
Ni postawicie strażników na gwiazdy –
Czyście bezpieczni za murów granitem?
Ten gmach wam szczątkiem ruin odpowiada!
Niegdyś niebiosa wzniosłym wspierał szczytem,
Dzisiaj wędrowiec pośród nocnéj ciszy
Trzykroć się żegna, gdy trwogą usłyszy,
Jak nad nim czarna pracuje zagłada,
Jak z ruin kamień po kamieniu spada,

Zbudź się Popielu – i powiedz czy wieże
Zasłonią królów – kiedy się przebierze
Cierpliwość nieba i występków miara!
Zbudź się – i powiedz, czy za zbrodnie tronu
Na głowę ludu mściwa spada kara?
Powiedz – strasznego gdyś dokonał zgonu,
A dom bez głowy i rządu zostawił,
Któż powaśnionych pogodził i zbawił?
Czyjże – wygnana za królewskie wrota
Dom nawiedziła poczciwość i cnota?

* * *

Próżno szukałem skromnéj Piasta chatki –
I szczątku nie ma! – A wieża Popiela
Dziś jeszcze dumą pod obłoki strzela –
I zapłakałem, że na grobie matki
Win tylko starych pozostały świadki!

Jedna nam przecież jest jeszcze pociecha –
Patrzaj – ta stara pochylona strzecha,
Kto wie, czy nie tam jest Piasta przybytek?
Gardzi nią duma, a omija zbytek;
Choć co dzień na nią patrzają przechodnie,
Wolą podziwiać ten szczątek wspaniały
Gmachów królewskich, chociaż w nich mięszkały
Czarne występki i ponure zbrodnie!
Bo szczyt téj wieży, co się we mgłach chmurzy
Z bezsilnéj czasów natrząsa się burzy,
A odpierając tylu wieków fale,
Mówi o dawnéj potędze i chwale!

A owa chata, którą mech porasta,
Nędzny przytułek dzisiejszego Piasta,
O czémże mówi?… Oto czas oskarża,
Jako tyrana starego zbrodniarza –
A ulegając twardéj losów fali
Na dni dzisiejsze i przeszłe się żali!

Żali się biedna! A przecież w téj chatce
Bóg wielką radość staréj zdarzy matce,
Że znowu wyjdzie z niéj zbawienie nasze,
I biodra mieczem chrobrego opasze.

Prędzéj więc, prędzéj nadziei mych bracie
Pójdźmy zwiastować przyszły los téj chacie;
A wszedłszy do niéj w poświęcenia bieli,
Jako na on czas owi dwaj anieli,
Rzeknijmy razem: „Pokłon tobie Piaście,
Coś potem znoił wieków jedynaście!
Oto my gnani tutaj duchem Bożym,
Znowu dobytek twój i chleb pomnożym,
Tylko się poddaj przeznaczeniu twemu
I jako wtedy, zaradź Piaście złemu. –
Bo oto ciężkie klęski na lud spadły!
Myszy drugiego Popiela znów zjadły,
A krewni jego bliscy i dalecy
Kłócą się znowu – i nie wiedzą rady,
Jakby zakończyć te kłótnie i zwady. –
Więc ty im Piaście, prosty rozum kmiecy
I zdrowe podaj do ratunku plecy –
I rzeknij, wszedłszy pomiędzy ich swary:
„Ja wam poradzę, bracia – ja Kmieć stary!”
A jeśli słowom tym nie dadzą ucha,
To wiesz co Piaście,….
Ciszéj, któś nas słucha!

Twoja ocena
Ryszard Wincenty Berwiński

Wiersze popularnych poetów

Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani, że połączyło ich uczucie nagłe. Piękna jest taka pewność, ale niepewność piękniejsza. Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej, nic między nimi nigdy się nie działo. A…

Dusiołek

Szedł po świecie Bajdała, Co go wiosna zagrzała, — Oprócz siebie — wiódł szkapę, oprócz szkapy — wołu, Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu. Zachciało się Bajdale Przespać…

Schyłek wieku

Miał być lep­szy od ze­szłych nasz XX wiek. Już tego do­wieść nie zdą­ży, lata ma po­li­czo­ne, krok chwiej­ny, od­dech krót­ki. Już zbyt wie­le się sta­ło, co się stać nie mia­ło,…