Zimowy

Krzysztof Kleszcz

Mam pękniętą twarz, a może to lustro

chce płynu do szyb? Wlokłem długopis

po śniegu, wleczono mnie końmi.

W tęczówce oka – martwy piksel.

Skrobałem szybę, aż szczęka zaczęła

dzwonić na swoją mszę, nogi deptały

wężowisko. Powtarzałem zaklęcie:

Zniknij, ukaż się nowy, wyspany.

Obłoczek pary sterczy mi z ust. Biegłem

po schodach, szukałem przenośni.

A teraz pękam, dotykam policzka

z porcelany, lodu na rzece, snu, w który

zapadam.

Twoja ocena
Krzysztof Kleszcz

Wiersze popularnych poetów

Wesrchnienie

Deszczu srebrne gałązki rosną jak gotyckich krużganków motyl, ptaki dzwonki zielone niosą na przejrzystych wstążeczkach lotu. jeden uśmiech dziecinnych lądów błękitniejszy mi jest niż woda, bo mnie żłobi niedobra mądrość,…

Orfeusz i Eurydyka

Stojąc na płytach chodnika przy wejściu do Hadesu Orfeusz kulił się w porywistym wietrze, Który targał jego płaszczem, toczył kłęby mgły, Miotał się w liściach drzew. Światła aut Za każdym…

Ludzie

Szli tędy lu­dzie bied­ni, pro­ści – Bez prze­zna­cze­nia, bez przy­szło­ści, Wi­dzia­łem ich, sły­sza­łem ich!… Szli nie­po­trzeb­ni, nie­przy­tom­ni – Kto ich zo­ba­czy – ten za­po­mni. Wi­dzia­łem ich, sły­sza­łem ich!… Szli ubo­gie­go…