Ballada o chłopcu przydrożnym

Tadeusz Gajcy

Po­dob­no anioł ku­la­wy
wziął go przy­kro za wło­sy i sprę­ży­nę nie­wi­docz­ną tknął.
Jak za­baw­kę, jak brzę­czą­cy ba­dyl
za­sa­dził na ki­lo­me­trze szes­na­stym.

Po­tem aniel­skie war­gi otwo­rzył,
dłu­go pa­trzał
i od­jął rękę swą.

Obok wą­sa­tych w ko­łach wo­zów,
śmi­gieł bla­sza­nej tra­wy,
nad rę­ka­mi wła­sny­mi się mno­żył,
zie­le­nią po­wol­ną rósł
w głę­bo­kiej li­te­rze ust
chło­piec przy­droż­ny.

Dzień po dniu go otwie­rał co­raz za­wi­lej i barw­niej,
aż rze­czy na­zy­wać po­czął – aby im w lo­cie spro­stać,
a gdy na chwi­lę go przy­krył z rze­ki idą­cy cień tra­twy – –
zo­ba­czył imię swe w pal­cach i świę­ty ognik we wło­sach.

Twoja ocena
Tadeusz Gajcy

Wiersze popularnych poetów

Rozdział

Bo pewnego rodzaju ręka, na ramieniu przewodnika, w pełnym deszczów lipcu, gdy można pozwolić sobie na dwuzdaniowe pożegnanie: od teraz do tutaj. Bo już piąty dzień oglądam odjeżdżające samochody, a…

Okno na tamtą stronę

Mam okno na tamtą stronę, bezczelne żydowskie okno na piękny park Krasińskiego, gdzie liście jesienne mokną… Pod wieczór szaroliliowy składają gałęzie pokłon i patrzą się drzewa aryjskie w to moje…

qzd

W ciemnej sali świeciły smartfony, pościeliłam sobie na parapecie. Wracając, natknęłam się na jamniczy dół i długo wyjmowałam z niego fraktale, kostki Rubika, pakistańskie zabawki – udowadniając tym samym naukowo…