Księżyc wyszedł

Lucjan Rydel

Księ­życ wy­szedł i pły­nie jak łódź po­zła­ca­na,
Nie­bo wisi nie­zmier­ne, bez­den­ne jak mo­rze,
Chmur lot­ny puch szy­bu­je przez ja­sne prze­stwo­rze
Sre­brząc się, jako mor­ska bia­ło­grzy­wa pia­na,

Nie­bo wisi nie­zmier­ne, bez­den­ne jak mo­rze,
Ta­try czer­nią się w dali, jak grzbiet Le­wia­ta­na —
Sre­brząc się, jako mor­ska bia­ło­grzy­wa pia­na,
Śnieg osiadł gra­ni­to­wy zrąb, co błę­kit po­rze.

Ta­try czer­nią się w dali, jak grzbiet Le­wia­ta­na,
Wi­chry po tur­niach w dzi­kim hu­czą roz­ho­wo­rze,
Śnieg osiadł gra­ni­to­wy zrąb, co błę­kit po­rze —
A w koło mgła, z mie­sięcz­nej po­świa­ty utka­na.

Wi­chry po tur­niach w dzi­kim hu­czą roz­ho­wo­rze,
Do­li­na leży ci­cha, snem za­cza­ro­wa­na,
A w koło mgła z mie­sięcz­nej po­świa­ty utka­na,
Jak­by rą­bek wzo­rzy­sty, co ocie­nia łoże.

Do­li­na leży ci­cha, snem za­cza­ro­wa­na,
Mil­czy las smu­kłych świer­ków o bro­da­tej ko­rze.
Jak­by rą­bek wzo­rzy­sty, co ocie­nia łoże,
W gó­rze, ciem­nych ga­łę­zi sieć wisi splą­ta­na.

Mil­czy las smu­kłych świer­ków o bro­da­tej ko­rze
Pa­proć kry­je świer­ko­wych ko­rze­ni ko­la­na,
W gó­rze ciem­nych ga­łę­zi sieć wisi splą­ta­na,
Mdłe pół­bla­ski, pół­cie­nie ma­ja­cze­ją w bo­rze.

Pa­proć kry­je świer­ko­wych ko­rze­ni ko­la­na,
W po­wie­trzu woń, lecz kwia­tów do­strzedz wzrok nie może,
Mdłe pół­bla­ski, pół­cie­nie ma­ja­cze­ją w bo­rze,
Księ­życ wy­szedł i pły­nie jak łódź po­zła­ca­na.

Twoja ocena
Lucjan Rydel

Wiersze popularnych poetów

I beg your pardon…

Wielka Brytanio, Irlandio, Dominia Panowie, Lordowie, Narodzie! I beg your pardon, I beg your pardon… Ton zawsze dawałem modzie. Starej Europie, snobom yankesom, dandym Paryża i Miami – I beg…

Takie czasy

Idę podwórkiem. I nagle Podbiega do mnie sześcioletni chłopczyk W poziomkach policzków. W ręce trzyma drewniany pistolet. „Pif! Paf!” strzela w moim kierunku. Potem chowa broń do kieszeni. „Robota skończona”…

Tu pracuję

Tu pracuję. Na wschodzie Europy. W otoczeniu psów. Małych i niezgrabnych. Ludzi smutnych albo pijanych. Albo tragicznych jak u Augusta Strindberga. Na biurku konserwa wiersza. Rękawiczka. Listy. W oknie atrament. Na środku pokoju…