Ballada o wygnanym i powracającym Hrabi

Johann Wolfgang Goethe

Wejdź do nas, staruszku, w podwórzec zamkowy,
Spoczynek potrzebny dla siwej twej głowy,
Chwileczki nie żałuj nam czasu.
Mateczka się modli, a ojciec na łowy
Wyruszył ze służbą do lasu.
Zaśpiewaj bajeczkę nam jednę i drugą,
My bajki lubimy namiętnie,
I bardzo śpiewaka czekamy już długo —
A dzieci słuchają tak chętnie.

 

Srożyły się wrogi i burze szalały,
Gdy Hrabia opuszczał swój zamek wspaniały,
A skarby zakopał był w ziemi.
Dlaczego tak spieszy? dlaczego drży cały?
Co objął rękami silnemi?
Co ukrył na piersi i płaszczem otula,
I w dal co unosi tak skrzętnie?
Córeczka to była, na rękach mu lula —
A dzieci słuchają tak chętnie.

Zaświtał poranek, a świat tak szeroki,
Murawa mu łożem, a dachem obłoki,
We wioskach ugoszczą śpiewaka.
Tak mijał on góry, doliny, potoki,
A broda mu rośnie ot taka.
I dziecię mu rośnie, aniołek ów złoty,
Uśmiecha się mile, ponętnie,
On płaszczem je chroni od zimna i słoty —
A dzieci słuchają tak chętnie.

 

Tak dni im mijały, mijały i lata;
Gdy płaszcz się już zszarzał, on zszywa go, łata,
Lecz coraz był na nich ciaśniejszy.
A gdy się dziewczątko uśmiechnie do tata,
Nie czuje już troski najmniejszej.
Tak piękna i hoża wyrosła mu z laty,
Ród poznać szlachetny w gorącej krwi tętnie,
I ojciec był szczęsny i czuł się bogaty —
A dzieci słuchają tak chętnie.

Wtem książę nadjeżdża, rycerską miał zbroję,
I dziewczę rączęta wyciąga doń swoje,
Lecz nie chce dać książę jałmużny.
„Tę oto — zawołał — prześliczną dziewoję,
Mieć pragnę, staruszku podróżny!“ —
„Gdy chcesz ją posiadać, rzekł stary, mój książę,
Gdyś tak ją podobał namiętnie,
To zaraz niech dzisiaj małżeństwo was zwiąże“! —
A dzieci słuchają tak chętnie.

 

I ślubem w kościele związała ich stuła;
Dzieweczka choć szczęsna, żal jednak uczuła,
Gdy ojca żegnała starego.
Staruszek już odtąd sam w świecie się tuła,
I smutku doznaje wielkiego.
Tak lata już tęsknię we śnie i na jawie
Do córki i wnuków mych smętnie,
I we dnie i w nocy ja im błogosławię —
A dzieci słuchają tak chętnie.

Gdy ręce wyciągnął, ktoś w bramę zastuka,
To ojciec nadchodzi i dzieci swych szuka,
I wielka ogarnia je trwoga.
„Precz, precz mi żebraku!“ tak starca ofuka,
„Jak śmiała tu postać twa noga?!
Hej służba! do lochu zuchwalca niech wtrącą!“ —
Gdy w ojcu gniew wrzał tak namiętnie,
Przybiega tam matka i prosi gorąco —
A dzieci słuchają tak chętnie.

 

Służalcy przystąpić odwagi nie mają,
A matka i dzieci o litość błagają,
Lecz księcia dumnego to gniewa.
W milczeniu się zaciął — i łzy nie wzruszają,
Aż wreszcie milczenie przerywa:
„Ty rodzie jaszczurczy, co gwiazdy książęcej
Blask ściemniasz obrzydle i mętnie —
Byś hańbę mi wnosił, nie ścierpię już więcej!“ —
A dzieci słuchają niechętnie.

Lecz starzec stał cichy, wzrok jego spokojny,
Służalców się cofa zalękłych tłum zbrojny,
A książę się wścieka i sroży:
„Już dawno przeklinam ja żywot mój znojny,
Małżeńskiej syt jestem obroży!
Nie może, kto zrodzon w plemieniu prostaczem,
Szlachcicem się stać umiejętnie,
Żebraczka mię darzy potomstwem żebraczem!“ —
A dzieci słuchają niechętnie.

 

Gdy mąż wami gardzi, gdy ojciec odpycha,
Gdy węzły najświętsze rozrywa tu pycha,
To chodźcie do ojca, do dziadka!
I mojem staraniem, choć postać ma licha,
Wam droga rozsnuje się gładka.
W tym zamku jam panem! a tyś go zrabował!
Dowody w pieczęci mych piętnie,
O! jam je starannie w tułaczce przechował! —
A dzieci słuchają tak chętnie.

Już wrócił do dzierżaw swych król prawowity,
Swym wiernym skradzione już wraca zaszczyty!
— Tak woła staruszek radośnie —
Odkopię ja teraz mój skarbiec ukryty,
A wszystkim wam serce niech rośnie!
Uspokój się synu! już jasna rzecz cała,
Świat śmieje się do nas ponętnie,
Bo księżna książęce potomstwo ci dała! —
A dzieci słuchają tak chętnie.

Twoja ocena
Johann Wolfgang Goethe

Wiersze popularnych poetów

Nie mówmy więcej o tym

Nie mówmy więcej o tym Cóż ci powiedzieć mam? Z upartą mą tęsknotą Zostanę sam na sam Nie warto już wspominać Dziecinnych, dawnych lat Odchodzisz – twoja wina Nieznany woła…

Andergrant

Szlochasz W mankiet a mówiłeś że już nigdy nie rozkleisz się Moknę Kiedy robi się za lirycznie Uderz Pięścią w stół inaczej w sztok zalejesz się znów Możesz Czasem gryźć…

Sklepiki

zza lady chmurnej nie widać nieba tylko reklamę czerwoną: maggi strzęp słońca odbija się w nożu do chleba i blasze mosiężnej od wagi… nad drzwiami jest dzwonek lecz nigdy nie…