ojciec

Agnieszka Wolny-Hamkało

Została już tylko matka i jej kolczasty krzak
agrestu z bąblami pełnymi kwaskowatej wody,
jakby spadły poniżej zera i nigdy nie wróciły
do siebie. Ale ją też zdecydowaliśmy się wyprowadzić.
Dom bez zębów ślinił się i podchodził wodą.
Pod obrazami kwitła penicylina, zagon czerni
pełen mikrobów korodowany przez pośpiech zegarów.
Chodziliśmy po domu – po przetrzebionym domu,
dotykając tapet. Sound system desek rozniósł nas
po piętrach. Zostały tylko papiery w przyziemiu
i buty w kotłowni, ale kiedy zeszliśmy na dół,
zobaczyłam go: odpiętego od rur, z głową
spuchniętą jak pigwa. Bawił się z dziećmi.
Wszyscy śmiali się dziwnie wesoło,
jakby coś chcieli ukryć, zagadać.

Twoja ocena
Agnieszka Wolny-Hamkało

Wiersze popularnych poetów

11 lutego 2002

Pamiętam śniegu, żeby cię pozdrowić, kiedy jest poniżej zera. Kończysz się w wyższych temperaturach, tak jak ja na skutek myślenia, ale zatrzymać się nie da; rój głosek w mózgu wciąż…

Sens

Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata. Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca. Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie. Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało. Co było niepojęte, będzie pojęte. A…

Znajomi z prowincji

Niech zdechnie wszystko, tak sobie myślałem, albo niech zdechnie to wszystko, co mnie wkurwia, niech wypierdala w próżnię i niech się jebie z próżnią, i niech ta próżnia też się…