Każdy człowiek jest światem

Gunnar Ekelöf

Każdy człowiek jest światem, zaludnionym
przez ślepe stworzenia w głuchym buncie
przeciwko swemu ja – królowi, który nad nimi panuje.
W każdej duszy jest uwięzionych tysiąc dusz,
w każdym świecie jest tysiąc światów ukrytych
i te ślepe, te niższe światy
są rzeczywiste i żyjące, chociaż nie w pełni wykształcone,
tak prawdziwe jak to, ze jestem rzeczywisty. A my, królowie
i książęta z tych tysięcy możliwych w nas królów i książąt,
jesteśmy zawsze poddanymi, uwięzieni sami
w jakiejś większej istocie, którą rozumiemy
równie mało, jak nasz władca swego władcę.
Nasze własne uczucia mają odcień ich śmierci i miłości.

Jakby ogromny statek parowy przepłynął
w oddali, pod horyzontem, gdzie widnieje
w wieczornym blasku. – A my nie wiemy o nim,
dopóki przybojowa fala nie dosięgnie nas na brzegu,
najpierw jedna i jeszcze jedna, i wiele innych,
które biją i huczą, dopóki wszystko nie powróci
do dawnego stanu. – Wszystko się jednak zmieniło.

Tak nas, cienie, osacza dziwny niepokój,
gdy coś nam mówi, że ludzie wyjeżdżają
i że niektórym z nich udaje się wyzwolić.

tłumaczenie Janusz Roszkowski

Twoja ocena
Gunnar Ekelöf

Wiersze popularnych poetów

Który skrzywdziłeś

Który skrzywdziłeś człowieka prostego Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, Gromadę błaznów koło siebie mając Na pomieszanie dobrego i złego, Choćby przed tobą wszyscy się kłonili Cnotę i mądrość tobie przypisując, Złote medale na twoją cześć kując, Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli, Nie bądź bezpieczny….

Wkurzyłaś mnie, Joanno

Wkurzyłaś mnie, Joanno. Tak długo wybierałam perfumy, w ogóle całe to seminarium wymyśliłam wyłącznie po to, żeby się z tobą nie spotkać. Przyszliście oboje i po prostu musiałaś poprawiać mu kołnierzyk, jojczyć na temat złej pogody i skręconych włosów – żenada. Podczas kiedy ja zesztywniałam…

Hymn wieczorów miejskich

Mia­sto tań­czy drżą­ce­go kan­ka­na w barw­nym mle­ku świa­teł roz­pro­szo­ne dy­szy nie­bo jak zga­szo­ny dy­wan na­marsz­czo­ny z flan­dryj­skich ko­ro­nek as­falt śli­sko ucie­ka przed świa­tłem w łuk w umar­łym ka­dłu­bie uli­cy moż­na bar­dzo gło­śno mó­wić moż­na… bar­dzo ci­cho krzy­czeć. La­tar­nia­mi mia­sto zga­si gwiaz­dy i dźwięk za­cznie w…