Do Boga

Thomas Moore

I.

Któż­by o Boże! wy­trwał na tej zie­mi,
Któż­by po­tra­fił swym lo­som wy­da­lać,
Gdy­by się z tro­ski, łzy i rany swe­mi,
Nie mógł do Cie­bie od­wo­łać?

Da­jesz przy­ja­ciół w dniach szczę­ścia i chwa­ły,
Lecz z przyj­ściem nie­szczęść zni­ka­ją nie­wrot­nie,
I ten, któ­re­mu same łzy zo­sta­ły,
Musi je wy­lać sa­mot­nie.

Ty je­den wszyst­ko Two­ją go­isz dło­nią,
Ty każ­dą stra­tę, każ­dy żal ła­go­dzisz,
A jak kwiat z rany swej od­dy­cha wo­nią,
Tak z cier­pień, sło­dycz wy­wo­dzisz.

II.

Gdy wszyst­ko w ży­ciu zwięd­nie po ko­lei,
Gdy i ta przy­szłość, co na chwi­lę zwyk­nie
Łzy na­sze iskrą roz­ja­śniać na­dziei,
Już się za­ciem­ni i znik­nie;

Któż­by nie upadł w cięż­kim ży­cia boju,
Kto zniósł tę bu­rze czar­nej na­wał­no­ści,
Gdy­byś Ty z góry, ga­łąz­ki po­ko­ju
Nie przy­wdział skrzy­dłem mi­ło­ści?

Wten­czas to bo­leść wznie­sio­na przez Cie­bie,
Wie­dzie nas w świę­te za­chwy­ce­nia kra­je,
Jak ciem­ność świa­ty od­kry­wa na nie­bie,
Któ­rych dzień wi­dzieć nie daje.

tłumaczenie Franciszek Morawski
Twoja ocena
Thomas Moore

Wiersze popularnych poetów

Rozdział

Bo pewnego rodzaju ręka, na ramieniu przewodnika, w pełnym deszczów lipcu, gdy można pozwolić sobie na dwuzdaniowe pożegnanie: od teraz do tutaj. Bo już piąty dzień oglądam odjeżdżające samochody, a…

Astronomia

Stojąc pod niebem bez góry i dołu tętnię dojrzały do wielkości gwiazd. Własnych zaklęć ogromne koło krążę po niebie płynącym w czas. W sklepieniu cichym jak śmierć słowików nagle porywa…

Pokolenie

Wiatr drzewa spienia. Ziemia dojrzała. Kłosy brzuch ciężki w górę unoszą i tylko chmury – palcom czy włosom podobne – suną drapieżnie w mrok. Ziemia owoców pełna po brzegi kipi…