Clue

Adam Grzelec

Myślałem, że to raczej coś jak akrobacja, i że w moim wieku
naprawdę nie sposób sobie z tym poradzić, ale Darek Karcz,
który chodził już do trzeciej klasy wyjaśnił mi wszystko:
„To proste: wybierasz stronę, lewą albo prawą, markujesz ruch
w tę, której nie wybrałeś, wypuszczasz piłkę, biegniesz
i zasłaniasz ciałem”. Grywaliśmy często, praktycznie co dzień.
Pamiętam, imponował mi styl Adama Kryszaka: eleganckie
manewry na małej przestrzeni, raczej nieskuteczne na dużym
boisku, ale wtedy, na betonie pooranym korzeniami topól,
robiło to wrażenie. Przejąłem zresztą z tego co nieco i po dziś
dzień zdobywam bramki gnając samym środkiem, tańcząc
na piłce wokół własnej osi, wbiegając w miejsca, na które
porwać się może tylko skończony szaleniec. Byłem fanem
Petera Schmeichela, więc zostałem bramkarzem miejscowych
trampkarzy. Nie bałem się piłki, gdzieś miałem obtarte łokcie
i kolana. Bałem się za to bardzo meczu z Odrą Wodzisław.
W osiemdziesiątej piątej minucie, przy stanie dwa do dwóch,
obroniłem karnego. Wybiłem piłkę na oślep, cały roztrzęsiony.
Ktoś z drużyny przyjął. Parę sprytnych podań i zdecydowany
strzał przeważyły szalę na naszą stronę. Strzelca i mnie
noszono na rękach. Dumy, jaką czuję, nie zmienia nawet fakt,
że dwa miesiące później, podczas rewanżu, dałem sobie
strzelić osiemnaście bramek. Raczej nie ze względu na naszą
złą passę trener zaczął przychodzić na mecze pijany. Potem
już prawie zawsze siedziałem na ławce, bo bramkarz starszej
grupy miał lewe papiery. Pożegnałem się z klubem, lecz ciągle
kopałem. W mistrzostwach liceum odpadliśmy szybko, choć
świetnie się grało z Jankiem Babilasem, który widział drużynę
przeciwną jako obce plemię. „Uważaj na szamana, ja się zajmę
wodzem”. W wakacje po maturze pojechałem na obóz, na
Mazury, gdzie zagraliśmy mecz z miejscową ekipą. Prawie
doszło do bójki, bo chłopaki nie bardzo odróżniali piłkę
od całej reszty, w którą nie należy kopać. Kiedy w końcu
lokalny sędzia odgwizdał przewinienie, nie protestowałem,
gdy mur ustawiono zbyt blisko. W luce między głowami
obrońców widziałem spojenie.  Zanim po zderzeniu
czołami osunęli się na ziemię, piłka wylądowała w siatce.
To był mój najpiękniejszy gol. Grywałem w piłkę i ciągle
chętnie grywam. Rozumiem piłkę, bo kocham zwyciężać

Twoja ocena
Adam Grzelec

Wiersze popularnych poetów

JESTEŚ

igłą magnetyczną, kierującą ruchem skrzyżowań, a to zawsze piękny widok, choć boli brzuch od tej wiosny i szlag trafia stabilność i „rozsądeczek”, bo podniecające pyszczki wypuszczają wierzby i ktoś komuś…

Alarm

Nad miastem pośród nocnej mgły …obce samoloty trzy… Alarm! Alarm! Alarm! Syreny wszystkie zaczęły wyć… Uciekaj, schroń się, do piwnic idź! Alarm! Alarm! Alarm! Haberbusch — Ursus — tu i…

second hand

Duchy chusteczek do nosa ze wszystkich kieszeni podróżnych. Także księżniczka, która niestety się nie zachowała. Jej gumowa głowa jest w niebie razem z wibratorem i uszczelką.