Czy mogę
Mówisz Słowa nie wyrażą Patrzę na ciebie ze smutkiem Ja znam słowa które jak atropina rozszerzają źrenice zmieniają kolor świata Po nich nie można odejść Czy mogę dać ci siebie jeżeli nie umiesz powiedzieć co czujesz kiedy oddaję ci wargi
Mówisz Słowa nie wyrażą Patrzę na ciebie ze smutkiem Ja znam słowa które jak atropina rozszerzają źrenice zmieniają kolor świata Po nich nie można odejść Czy mogę dać ci siebie jeżeli nie umiesz powiedzieć co czujesz kiedy oddaję ci wargi
Co noc zasypiała w bezpiecznym gnieździe jego ramion broniącym dostępu drapieżnym ptakom samotności Odnajdywał ja wśród czarnych gałęzi snu żeby powiedzieć że jest dla niej W noc najciemniejszą odeszła z bezpiecznego gniazda jego ramion i zabłąkała się w mroku Teraz wśród nocnych drzew śpiącym kawkom gniazd ciepłych zazdrości
Inne usta nie kołyszą światem Pod ich dotknięciem nie rozchylają się wargi jak maciejka na przyjęcie nocy Wyraźny jest talerz na ścianie z zieloną kurą Księżyc za oknem zimny i smutny jak ja
Nigdy nie dowiem się czy widzisz tak samo jak ja żółty łubin Czy tak jak ja czujesz jego aksamitny zapach Nie przekonam się czy tak samo słyszysz szelest skrzydeł sowy Nie sprawdzę czy odczuwasz to samo co ja głaszcząc kosmatą owcę Nigdy nie dowiem się tego choćbym oglądała twoje palce pod słońce albo dotykała ich … Przeczytaj wiersz
Kiedy gaszę światło miękka mysz samotności łazi po kołdrze Kiedy zapalam słonecznik wybałusza swoje nienormalne oko Na ulicy krzyk człowieka Zawisam na nim jak na nitce dzikiego wina Urywa się spadam Księżyc wyciąga na ratunek białe zimne ręce Jeżeli nie przyjdziesz wyciągnie mnie za włosy przez okno
Jest dla niej bardzo dobry W pociągu pełnym ludzi zawsze znajdzie miejsce przy oknie Sam w korytarzu stoi nad gazetą się kołysze Kiedy deszcz pada swój płaszcz jej oddaje Mówi Nic mi nie będzie Oddałby jej swój sen swoje oczy Jest dla niej bardzo dobry mówią Czego ona jeszcze chce A ona nic nie chce … Przeczytaj wiersz
Najpierw rozplatała nerwy które zaczęły płynąć pod jej skórą luźno i miękko jak tasiemki Potem wyłączyła jego głos zapach akacji blask powietrza ciszę Patrzysz prosto w słońce powiedział Oślepniesz Milczała Zamknął jej powieki palcami jak się zamyka zepsutym lalkom albo umarłym
Matko Boska w papierowej koronie Mieszanko zimnego kościoła Królowo srebrnej ciszy Ucieczko od ciekawych spojrzeń Opiekunko słow miękkich jak narcyzy Patronko naszych pocałunków Świadku najpiękniejszej przysięgi Codziennie do ciebie przycodzę chociaż wiem tęsknoty nie zmniejszysz rozłąki nie skrócisz Co ty wiesz o miłości niebieska i gipsowa która nawet swego syna poczęłaś nieprawdziwie
Oto ręce które widzą i słyszą Kładzie je na swoim brzuchu jak na kuli ziemskiej Nadsłuchują jak stuka niecierpliwie małymi piąstakmi jakby chciało powiedzieć Otwórz chcę zobaczyć światło
Codziennie szukam siebie ja obcy sobie człowiek uległy barwom dźwiękom ciszy Podporządkowany swoim oczom i rękom które wzrusza miękkość ptasiego pióra Codziennie siebie szukam Gdy jestem już blisko staję nagle bezradna nad żółtym mleczem napotkanym po drodze Myślałam może kiedy przyjdziesz odszukam siebie Ale zanurzona w twoich dłoniach znalazłam tylko własną skórę
Lampa na twoim biurku ma długą zieloną szyję Chryzantemy w dzbanku są jak namalowane fioletową farbą Wargi twoje maja cierpki smak morskiej wody którą nie można napoić się nigdy
w dzień uginający się od zapachu siana szukam smaku twoich ust dotykam wargami liści drzew słonecznika i zimnej ściany kiedy przychodzi noc wypijam ją samotnie ustami z pragnienia ciężkimi jak dojrzałe truskawki
Boję się kiedy odchodzisz za granatowy mur snu gdzie kwitną twoje tulipany a jaskółki siadają na księżycowych drutach których nigdy nie zobaczymy razem Chodzisz tam ze mną zupełnie mi nie znaną tylko twoją Przytuleni wyłuskujecie z czarnego słonecznika cierpkie ziarnka snu Zazdrosna o siebie wiem nawet gdy otworzę furtki twoich powiek nie przejdę przez nie … Przeczytaj wiersz
Idzie ulicą jakby tańczyła na baletowym popisie Uśmiecha się do dziecka w wózku do wróbla który stracił ogon Te kropki na sukience myśli mają kolor jego oczu Od rana powtarza najmilsze imię i wychodzi z domu w jednej pończosze
Dni są powolne jak rude mrówki niosące na grzbiecie upalny ciężar lata Nisko nad ziemią pali się fioletowym płomieniem macierzanka Z czołem przyciśniętym do niej proszę Nie przekwitaj jeszcze Już niedługo on powróci i wśród twoich gorących kwiatów poda mi wargami rozkołysany świat
Bezdomni z niespełnioną pieszczotą wśród obojętnych stolików i ludzi Biedniejsi o ławkę pod zielonym drzewem którą zabrał mróz Płonącymi oczami mówimy sobie rzeczy nieogarnięte słowem Nurzam się w mowie twych oczu jak trzmiel kosmaty we wrzosie Czuję jak pęcznieją wargi a spragnione palce rąk miłych szukają Jak bezwolnieje ciało i nie broni oczom twoim rozbierać … Przeczytaj wiersz
Pod dotknięciem płonącej zapałki twoich palców wybucha płomień tak gwałtowny jakby w samym piekle się narodził Niepohamowany wciska się w najdrobniejsze szczeliny pod paznokcie pod powieki Żywioł nie do ujarzmienia huczy pod gorącym niebem skóry Jeszcze chwila a rozsadzi zaciśnięte źrenice i wybuchnie oszalałe morze pożaru Jeszcze chwila a rozerwie niebieskie strumienie nerwów i zacznie … Przeczytaj wiersz
Gdybyś był blisko dałabym ci tę pierwszą poziomkę Mówiłabym Weź najmilszy to jest kropla słońca Ty jesteś daleko a poziomka ma kształt łzy
Pocałunki ukryte w granatowym krzaku w koszu deszczu Cicho Ktoś idzie Serce Ciemnej Bramy Zmiłuj się nad nimi Pocałunki krople słońca nieskończoność pachnie macierzanką Pocałunki gorące skrzydło ognia im uległe powietrze noc dzień Poza nimi nie ma ani ziemi ani nieba ani samotności Pocałunki puch topoli Śpij spokojnie Jestem z tobą Będę z tobą gdy … Przeczytaj wiersz
Zziębnięci pod przydrożną kapliczką w noc kiedy fiołki z zimna dygocą zawijali się szczelnie ciepłem swoich ramion Wiatr strącał im na głowy gwiazdy które osiadały we włosach jak szron Zazdrościli Matce Boskiej patrzyła słuchała wyszła z kapliczki iść im ze sobą kazała poszli prze rowy kaczeńców żółtych pełne przez płoty z księżycowego drutu nad zielony … Przeczytaj wiersz
Kiedy wspomnę pieszczotę twych rąk nie jestem już dziewczyną która spokojnie czesze włosy ustawia gliniane garnki na sosnowej półce Bezradna czuję jak płomienie twoich palców zapalają szyję ramiona Staję tak czasem w środku dnia na białej ulicy i zakrywam ręka usta Nie mogę przecież krzyczeć