Erotyki

Epitafium zakochanej I Obłóczona światu i jawie, Ziemskim okryta całunem, Leżała kiedyś Krzyżem na trawie, Rozpamiętując pocałunek… II Ten, który mienie swoje gwiaździste roztrwania Na płaszcze róż czerwonych, lilij biało-sinych, Ten mnie ozdobił, w chwili naszego spotkania W rumieniec — ciebie w bladość — i wiedział, co czyni. Bo czem są ludzkie stroje w tak … Przeczytaj wiersz


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Branka

Dawniej, piękna dziewczyno, byłaś łupem wojny; Branką, zdobyczną różą dla sułtana w darze, Napastowanych włości najcenniejszym skarbem, Unoszonym w objęciach, przed sobą, na siodle, Pod promieniami Wenus, gwiazdy polubownej – W brutalnym, wrogim hołdzie, piękności złożonym. Dzisiaj skrzydlaty człowiek, gryf o ludzkiej twarzy, Przelatując nad tobą gardzi twym urokiem; Pragnie cię tylko zabić, zabić i … Przeczytaj wiersz


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Amory

Naglą myśl i możliwość buchająca pieśnią, o której sen ostrzegał radosnym półgłosem… Zamiast ust, które jeszcze całować się nie śmią – papieros, zapalony drugim papierosem. Zetknięcie ramion w loży lub w głębi karety, koncentrujące życie w płonącym rękawie! Słodkie ognie bengalskie, rozkoszne rakiety, i oczy roześmiane w śmiertelnej zabawie. Shake-hand za długi nieco, a chcący … Przeczytaj wiersz


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Postanowienie

Niech moja dusza będzie cicha — czysta Jak ta noc letnia — spokojna — przejrzysta! Niech gwiazd tych złotych oblany pokojem Idę w świat — z światem walczyć wstępnym bojem; Choć w głębi serca żar się palić będzie Niechaj powagi oblecze mnie szata! Niechaj się stanę na zawsze i wszędzie Niewzruszon w ruchu — jak … Przeczytaj wiersz


Zygmunt Krasiński

Nim słońce wejdzie

O, wiem, że Polska bój zwycięski toczy, O! nie zginęła i nigdy nie zginie – Lecz my czyż ujrzym ją w chwały godzinie? – Nim słońce wejdzie, rosa wyźre oczy! I będzie wielka – i będzie wspaniała – Lecz robak trumien wprzód może nas stoczy, Niejedna w świecie tkwi rozbicia skała – Nim słońce wejdzie, … Przeczytaj wiersz


Zygmunt Krasiński

Czas i wieczność

Czas ma nadzwyczaj co gorżkiego w sobie! Ileż go razy zatrzymać ja chciałem Gdym dni szczęśliwe przepędzał przy Tobie! Na klęczkach każdą chwileczkę błagałem Mówiąc: „chwileczko o zostań na chwilę! „Tak mi niebiesko — tak domowo-mile! „Lecz niech raz czuję, że nie znikniesz lotem „Niech raz się dotknę ciebie — znikniesz potem!“ I nigdy, nigdy … Przeczytaj wiersz


Zygmunt Krasiński

Miłość ideału

Ziemskości cień To ducha noc! Skra Bożych tchnień To ducha moc! I natchnienie Jak zbawienie Zsyła Pan! Niem ochrzczon duch Świat wprawia w ruch, W niebieski tan! Sam się łączy Z Wiecznym w Niebie — Światło sączy Niebo z siebie! Kto z natchnienia Śpiewa, szlocha, Ziemię kocha, Ziemię zmienia! Siostro moja, coś w żałobie, Niechaj … Przeczytaj wiersz


Zygmunt Krasiński

Który

Pod drzwiami, które obce są w zasadzie – dzwoni i puka, tam coś rusza się. A on cały puka. I dzwoni tak, że pani z drzwi obok niemal dzwoni po policję. A którą policję? Umarł, więc która z policji go teraz dotyczy? Puka i dzwoni, a umarł. Która policja? Która strona drzwi? Kto odpukuje?


Marcin Świetlicki

Druga komunia

Miała się bawić. Nabawiła się groźnej choroby. Więc wyjadła wszystkie czarne ciasteczka z pudełeczka. Na krawężniku. W wielkim słońcu. Wszystko rzucało cienie. Najadła się cienia. A miała się bawić. I miała wyjechać w słońce jeszcze większe. Miała się bawić. A jedynie jest zbawiona.


Marcin Świetlicki

Gorączka

Długo pościł, a Bóg nie przyjął postu. Bez uzasadnień. Mógł, lecz nie przyjął. Po prostu. Pod powiekami biała gorączka. gdyby anioła spotkał – to z nim zwarłby się, ale ciebie napotkał.


Marcin Świetlicki

Palenie

Pytam: dlaczego niepalący wsiadają bez skrupułów do przedziałów dla palących? Czemu chcą dominować? Czemu są wiecznie urażeni? Mój mały przyjacielu, papierosie. Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek. Niszczymy sie nawzajem, czule zobowiązani. Pytam: dlaczego niepalący nie doceniają naszej samotności, naszej niemądrej odwagi, naszego żaru, popiołu?


Marcin Świetlicki

Kochanie

Kocham cię, kocham. Obsesyjna mantra, na którą Bóg uprzejmie reaguje, a i – a i ludziom świeckim podoba się całkiem. Kocham cię. Łatwiej dostaniesz kanapkę. Łatwiej się wymigujesz. Obsłużą cię łatwiej, jeżeli powiesz: kocham, kocham cię. Kocham cię. Nawet jeżeli zabijesz i staniesz nad zwłokami – i powiesz: kocham cię, to lżej jest, lżej ci. … Przeczytaj wiersz


Marcin Świetlicki

Piekło

Piekło, piekło, przestało. Grube skóry, groby gadające. A wschód słońca w południe następuje, kiedy samotnie zamówiwszy wódkę i drożdżówkę w „Zwisie”, w którym pracuje pani, co nas lubi, palimy sobie papierosa. Podstawowy zestaw, wywołujący wschód słońca oraz nową miłość do niewiadomoczego, na nic konkretnego nas nie stać i nie będzie nas stać, a za chwilę … Przeczytaj wiersz


Marcin Świetlicki

Nie dam tytułu

Śmierć ma walkmana. Jest w ciemnym przedziale dla palących. A cały pociąg rozjaśniony, pełny spoconych, piwem się pocących. Śmierć ma kobiecą intuicję. Oczy utkwione w moich oczach niewidząco. Oczy spotykają się w szybie. Nikłe światła wszystkie za oknem. Małe miasta jak małe cmentarze. Duże miasto jak pożar. Tu trasa się kończy. Iść żyć. Udawać cząstkę … Przeczytaj wiersz


Marcin Świetlicki

Sześć razy Coltrane

Do kogo mówię? Bo mówię – i przecież mówię po polsku – – – – – -. Zaraz słońce padnie za krawędź. Zaraz zimnym palcem jazda po gardle. Zaraz zimnym miastem jazda. Do Nikąd. W Nikąd zamieszkawszy nigdy nie będę w Indziej. I do kogo mówię? – po polsku, w marginesach światła. Anioł znienacka mówi: … Przeczytaj wiersz


Marcin Świetlicki

Camera obscura

Zwiesiłem głowę z parapetu. Ludzie w czerwonych albo czarnych swetrach. Niektórzy tak dalecy, że bezbarwni. Nogi są w górze, ważniejsze od głów. Centrum nieba stanowi kwadratowy trawnik. Naprawdę miło jest wrócić do domu. Ustalać nowe miejsca dla starych przedmiotów. Dowiedzieć się, że jest coś, czego zmienić się nie da. Wisieć i wiedzieć. Lekkie ciepło się … Przeczytaj wiersz


Marcin Świetlicki

cudze wiersze

Na ścieżce odnajduję kolejne strony książki, parzyste, oprawione w cienki lód. Pora posiłku strażników ogrodu. Badam palcami ranę w drzewie – jest głęboka, wygląda jak głupi uśmiech.


Marcin Świetlicki