Elegia

Josif Brodski

Stałość to ewolucja zasady miejsca
w kierunku myśli. Przedłużenie kwadratu albo
równoległościanu za pośrednictwem, jak by powiedział
sam Clausewitz, głosu albo zwojów.
O, pokoju z abażurem kurczący się
do rozmiarów komórki
mózgowej, szafo typu „hej, Słowianie”,
cztery krzesła, kozetko, łóżko, toaletko
z lekami ustawionymi na podobieństwo
kremla, albo raczej nowego jorku.
Umrzeć, rzucić rodzinę, wyjechać,
zmienić półkulę, dać wpisać
w czworokąt inne owale
– zakurzone mieszkanie tym donośniej
upiera się przy fakcie istnienia,
żądając codziennych ofiar od nowego
miejsca, mebli, od sylwetki w żółtej
sukience; w efekcie – od samego siebie.
Dla pająka – jedyna przyjemność, to zakreskować zmięty kąt.
Ewolucja nie jest przystosowaniem wyglądu
do nieznanego środowiska, ale tryumfem wspomnień
nad rzeczywistością. Zawiść ichtiozaura
do ameby. Rozklekotany kręgosłup
pociągu, turkoczący w ciemności
obok szczelnie zamkniętych na noc skorup
drewnianych muszli z ich wilgotnym, bezkręgowym,
kryjącym perłę wnętrzem.

Twoja ocena
Josif Brodski

Wiersze popularnych poetów

z górki

Patrzyliśmy na miasto z góry. Było platynowoczarne, pożerane przez słońce. Łysy rzucił w górę okrągłe zielone szkiełko i zrobił się nagle poważny: – To jest teraz. Nigdy nie będziemy tak…

Pisz do mnie listy

Pisz do mnie li­sty sre­brem po­to­ków na srebr­no­źół­tych kar­tach pól, pisz do mnie li­sty gór­skim po­świ­stem; na­pisz mi, dro­ga, kwia­tów ból. W chmur­nej ot­chła­ni ska­ły pła­czą. Na gór­skiej gra­ni słoń­ca…

Niekoniecznie nikt nie zaczynał wiersza

Niekoniecznie nikt nie zaczynał wiersza od tych właśnie słów a potem grał siebie samego we własnym teatrze sadzając na widowni pożyczone Ja Ktoś może mnie całował słowami skradzionymi z przegryzionych…