POEMAT, JAKICH WIELE O DZIEWCZĘTACH, JAKICH MAŁO

Paweł Lekszycki

Karina, dziewięcioletnia blondynka, której pewnego wieczoru

nie zdążyłem wyznać miłości, a następnego popołudnia

zginęła w wypadku gdzieś pod Krakowem wraz z całą rodziną ;

Justyna, na którą natychmiast scedowałem uczucie,

żeby nie oszaleć tuż po szalonym pogrzebie,

w którym uczestniczyło całe miasto, jakby umarł

jego prezydent, a nie Karina, której w przededniu wyjazdu na wczasy

nie miałem odwagi wyznać miłości;

Justyna, która wolała grać w badmintona ze słodkim Mareczkiem,

przez co dała mi do zrozumienia, że będę musiał

czekać na nią aż dwa tygodnie, a na to nie mogłem sobie pozwolić;

Dagmara, która wygrała z Aldoną, chociaż Aldona podobała mi się bardziej,

i zacząłem już nawet myśleć o niej poważnie w kontekście przyszłości,

dlatego, dla bezpieczeństwa, wybrałem Dagmarę;

Aldona, bo zaczęła chodzić z chłopakiem, który miał fajny rower oraz koszulkę

z Limahlem, przez co uznałem, że nie powinien mieć wszystkiego, co fajne;

Daria, bo Aldona przestała być fajna tuż po tym, jak porzuciła dla mnie chłopaka

z koszulką z Limahlem i odjazdowym rowerem;

Asia, bo była starsza od wszystkich dziewczyn, które znałem dotychczas

i miała piersi, które śmiesznie sztywniały pod wpływem zimnej wody

i za dotykiem ciepłego języka;

Pani od historii, bo miała najlepsze cycki w szkole, a na dodatek nie można było

ich dotknąć, tym bardziej językiem, czym sprowokowała mnie do użycia

języka na inne sposoby, ale w tych samych zamiarach;

Pani od polskiego, która nigdy nie mogłaby zostać moją dziewczyną, bo powiedziała,

że źle używam języka i że zapewne nigdy nie napiszę dobrego wiersza,

przez co żywiłem do niej uczucia bardziej gwałtowne niż wszystkie dotychczas;

Magda, bo okłamała mnie, że piszę dobre wiersze i pozwoliła je sobie przeczytać,

po czym wspomniała coś o samobójstwie, które byśmy mogli popełnić o świcie;

Magda, z którą kręciłem w tym samym czasie, tylko dlatego, że miała imię,

które nie pozwalało pomylić jej z pierwszą, a przy okazji oczy jak studnie

i zgrabną pupę;

Magda, która w przeciwieństwie do pierwszej dawała mi alternatywę inną

niż samobójstwo albo artystyczna bezpłodność, a w porównaniu z drugą

miała większe piersi i potrafiła całować, ale i tak nie dała mi tego,

czego zdążyło już zaznać kilku chłopaków z klasy za plakat Limahla

i zaskórniaki zbierane na ciągłej grze w ducę;

Marta (choć się strasznie jąkała), bo powiedziała, że da mi za darmo, ale za tydzień

zająknęła się znowu, że dopiero po ślubie;

Irenka, z którą już prawie zrobiliśmy to w wannie, ale ojciec wrócił za wcześnie

i musieliśmy mu tłumaczyć, że braliśmy kąpiel w majtkach

i bez niecnych zamiarów;

Milena, ale za krótko, bo kiedy próbowałem jej właśnie tam dotknąć, powiedziała,

że jej ojciec sprawdza jej myszkę co tydzień;

Marika, bo nie znała polskiego i w zamian za buzi mogłem obiecać jej wszystko,

by potem udawać greka, który nie zna włoskiego;

Milena raz jeszcze, żeby przekonać ją, że stan jej myszki poprawi się po tygodniu,

a jej dziewictwo odrośnie w tym czasie, ale bez skutku;

Hanka, bo była inteligentna, wrażliwa i mądra, a przy tym miała:

najdłuższe rzęsy w mieście,

najpiękniejsze oczy w powiecie ,

najbardziej lśniące włosy w województwie,

najdelikatniejsze dłonie w kraju,

najlepsze cycki na ziemi,

najkształtniejszy tyłeczek w kosmosie,

a na dodatek

postanowiła tym wszystkim podzielić się właśnie ze mną;

Wioletta, Dominika, Krysia, Justynka, Oliwia i Ela,

a także Monika, Gosia, Elwira, Żaneta i Jola (i Michał,

którego raz poprosiłem, by mnie pogłaskał po głowie,

co jednak pozostawiło mnie obojętnym, a w ostatecznym

rachunku i tak się nie liczy), bo miały dokładnie to samo

co Hanka, ale każda co innego i w innym czasie, o czym

przekonałem się po tym, jak podczas pewnego spaceru

Hanka powiedziała, że dalej woli już tylko się wozić, a ja

nie posiadam odpowiedniej marki wehikułu, bo fiatem

mogą jeździć zwykłe dziewczyny, nie ona;

Kasia, z którą chciałem się żenić, bo była tak idealna jak Hanka,

wobec czego Złe podkusiło, bym zemścił się na niej za Hankę

w przededniu ślubu;

Milena po raz trzeci, bo koniecznie chciała mi udowodnić, że nigdy nie miałem racji,

a jej dziewictwo nie odrasta, chociaż minęło już wiele tygodni;

Jessica, która dowiodła mi jasno, że poza nią przez długie lata

mogę świata nie widzieć, nie potrzebować innej kobiety,

nie pisać wierszy, nie wypisywać PIT-ów,

bo jest kobietą z innej planety,

bo jest kobietą z innej galaktyki,

bo jest kobietą z Innego Wymiaru,

a kiedy uwierzyłem w to święcie,

dowiodła coś zgoła innego:

nie ma innych wymiarów,

powtarzam: NIE MA INNYCH WYMIARÓW

jak tylko: 90x60x90.

Twoja ocena
Paweł Lekszycki

Wiersze popularnych poetów

Legendy wigilijne

Jezus w zakładach Kruppa W Essen, w zakładach Kruppa, śód kolosów żelaza i stali, pośród zabawek śmierci, w hucie — płonącej hali — znaleźli w noc wigilijną dziecko śród prochu i bomb, w…

DARDANELE

Nad ranem twardnieje język zatarty jak silnik w spływie cieśniny Bosfor. Zostaje jeden wyizolowany rzeczownik. Emituje słabe światło biały fosfor. Strzela źdźbło. To jest szorstka powierzchnia pudełek. To są smugi…

Ewa

Nie każdy mógł przytulić Ewę w chwili, kiedy mówiła i jej głos przebiegał przez ciało jak F16. W ogóle nie chciałam jej puścić i musieli zawołać straż pożarną. Mimo że…