ŚRODKI SCENICZNE
W trumiennej hierarchii klipsy i kombinerki. Komary nie ptaki rolują tu tlen. W worku na trawę kopalnia słońca. Wanna jak ogród nareszcie w porządku. Obudzeni w środku własnej nocy bez synchronizacji sięgamy po cudze szczoteczki.
W trumiennej hierarchii klipsy i kombinerki. Komary nie ptaki rolują tu tlen. W worku na trawę kopalnia słońca. Wanna jak ogród nareszcie w porządku. Obudzeni w środku własnej nocy bez synchronizacji sięgamy po cudze szczoteczki.
Ojciec bez nerki, matka bez żołądka. Wciąż wracają do starych kłótni, niepewni co wiem, co widziałam. A ja mam już nowe nieszczęścia, spokojnie, całkiem nowe nieszczęścia, mamo. Odsłoniłaś to, w co chciałem cię pocałować w 2005. Wielkie rzeczy, ktoś napisał książkę i ktoś ją przeczytał. Lubisz moją otwartość, choć nigdy nie wiesz, jaki z niej … Przeczytaj wiersz
Wnuka Freuda, bawiącego się w fort-da, cieszyło wyrzucanie szpulki i jej odzyskiwanie, a nie moment, kiedy ją trzymał. Najlepsze rzeczy w życiu (tlen, śmiech) nic nie kosztują. Podobnie jak po przyjściu do domu odkrycie, że twój mąż posprzątał i pozmywał. Według antropologa Stanleya Tigera przyjemność to koktajl z serotoniny, alkoholu i hormonów płciowych, reszta to … Przeczytaj wiersz
W przerwie między bankami jest gorący czerwiec, chwieją się wierzbówki. Możemy przejść przez nie, zostawiając wszystkie osobiste rzeczy na murku. A jak nas okradną — w sensacyjnej glorii, sam na sam z troskami, miotełką rumianku pod palcami stóp? Płomień przyszedł po nas, oddychał inaczej. Pod nogami trzaski, metal jakby śpiewał. Zanim pierwszy kamień dotrze na … Przeczytaj wiersz
Opowiedz o kotach z sześcioma palcami. Że potem paskudnie spóźniony jechałeś nad Prądnik Czerwony zanurzyć się w nurcie czarnego Prądnika, podczas gdy Ju. już wrzucała zdjęcie po zdjęciu z butami o światełkach cargo. Ten wtorek zdychał jak postój taksówek: październik lał z mostu, maseczki do Lidla prezydent dostarczył, kościół dał posty o końcu historii, lękach … Przeczytaj wiersz
A kiedy omijasz trudności, przestajesz improwizować — życie drętwieje, fabrykując życie i nie śni ci się nawet, że jakaś inna prawda wykonuje pracę, gdy druga prawda opuszcza teren, więc nic dziwnego, że jesteś gotów za puszkę czarnej fasoli robić w cudzym mieszkaniu pokazy podnoszenia ciężarów — o pięć minut młodszy. Wreszcie śmiech, bieg po cukier, … Przeczytaj wiersz
igłą magnetyczną, kierującą ruchem skrzyżowań, a to zawsze piękny widok, choć boli brzuch od tej wiosny i szlag trafia stabilność i „rozsądeczek”, bo podniecające pyszczki wypuszczają wierzby i ktoś komuś zawdzięcza cztery piękne zdania, a ktoś stare wina i całe sarny, i nacieki katedr — to z miłości czujemy żelazne kaski na głowach (najwięcej jest … Przeczytaj wiersz
Urzeczony jesteś, urzeczony, Mój szczuplutki chłopcze, poeto! Śpiewający wiatrem zielonym Za zapadłym w otchłań kometą. Medytujesz nad głuchą rzeką, Nad bezdennym, szalonym nurtem, Wyrzucony falą daleką, Na podmytą deszczami burtę. Niestworzone wymyślasz słowa, Dla fal plusku, bulgotu wirów, Dla najmiększej trawy po rowach, I dla nieba tkanego z szafiru Jakiem słowem z pluskiem rozmawiać? Jakim … Przeczytaj wiersz
Koty mnie budzą, robią rzeź mi. Przez sen mówisz, że ktoś wypala od środka piękne drzewa w Olsztynie. Cieszę się, że do mnie z tym przychodzisz, że do mnie. Prześnij mnie, ja cię prześnię, we śnie zakwefione dziewczyny robią selfie swoim pięknym oczom, a aplikacje nie mogą nas tutaj dosięgnąć i nagrać. Wczoraj objąłeś swój … Przeczytaj wiersz
Schłodzony listopad ma tylko jedno oko — co do drugiego — opowiesz mi, kiedy przełożysz na drugą stronę ust swój maślany język, a twoja sierść na powiekach rozklei się jak piaskowy kaptur. Brzuchomówczy Wrocław wypluł nas na pętli, ogłuszonych przez szumy i szepty. Już otwiera kwadratowy nawias pełen smolistej treści (granulaty orzechowe są wszędzie, ich … Przeczytaj wiersz
Szło na nas szczęście i szło nieszczęście — jak zwykle za rączkę, jak zwykle to pierwsze wpuszczaliśmy chętniej, zasłaniając oczy. To drugie znów psuło jak niegrzeczna siostra, co patrzy zza rogu na pokój, gdzie życie dopiero się budzi, żeby pomyszkować. Kiedy smutek zerwał srebro w twoich oczach oddać ciała w komis mieliśmy ochotę, ty mnie, … Przeczytaj wiersz
W parku biegacze, za nimi ślad węglowy w powietrzu z proszkiem do prania. Żaden kurwidołek: leśne stoisko z kawą i Grześkami. Na piaszczystej wydmie kilka zgrabnych szyszek. Biało między drzewami, odkąd ludzie wybierają len: kobiety w tunikach pchają lekkie wózki. W głębi, pośród innych domków, w kuchni siedzi Bartuś i żegna się z parkiem. Ma … Przeczytaj wiersz
Mamy swoje powody, żeby tutaj stać. Ciemność nas przytula do siebie nawzajem: tylko ten kierowca o karku jak cielę pozwala sobie na chamstwo, czyli na zbyt wiele, kiedy tak zerka, licząc zimny bilon. (Dałeś mi całusa, czy mi się przyśniło?) Widzę jego profil perdu, to jest ćwierćprofil, nie wiem, czy to morderca, czy tylko zoofil. … Przeczytaj wiersz
Przyjdzie noc i milion kurzych mostków obróci się w brzuchach ministrantów. Słońce wypada z łuski, w kałużach słabe reprodukcje sklejone jak pianki — dyskretnie regulują nastroje — aż biało robi się w oczach, jakbyśmy urządzali polowanie na śnieg, misiowatą duszę, matczyne mleko jedwabnika. I przyjdzie analityk, zdefiniuje stan gry, określi imponderabilia, powie: — Pani jedyne … Przeczytaj wiersz
Męczyło nas słońce (zatkaliśmy otwory bielizną) w samym sercu stada. Białe wiersze używały ciekawych narzędzi wymyślonych przez Indian. Dzieliłam sekundy na drzewa. Moja załoga pijała powietrze w sukienkach zielonych od palm. Dlatego mamy w sobie czystą, smaczną wodę. A potem stado zmieniło się w tłum — coś jak osobiste, białe mgiełki wokół ludzi. Siedzimy, patrzymy, … Przeczytaj wiersz
Ten pęd powietrza robi z nas zwierzęta zdejmuje z ulic co niedzielę wcześniej łapiąc za nadgarstki inwestując w zęby budząc znów za wcześnie oddając za bezcen. Wyciągnij zawleczkę i kochaj bez przerwy w najgorszym gatunku żarty i przyśpiewki obudzony nocą szukaj w telefonie życzeń szybkiej śmierci miłosiernych gróźb.
W jedwabiu, w zamszu, w drobnych kłujących liściach herbaty — ziarno miał ten pocałunek w sobie, granulaty orzechowe, żadnych swojskich rzeczy. Zepchnął nas w dół. Ktoś próbował wrócić, odpocząć, pić herbatę. Mówiłeś coś o piosence (i wszystko bez sensu). Był jakiś miesiąc, jasno określone role, inne niż to spadanie — i z nich wypadaliśmy, wypadaliśmy … Przeczytaj wiersz
Och, wcale nie chcemy wiele, chcemy tylko spotkać te same osoby w tych samych miejscach. Te same miejsca w tych samych miejscach. Tych samych taksówkarzy. I festiwali latem, kiedy są festiwale. Przez dziurę w kartonie wyraźnie to widzę: są wróble i szczury przy synagodze. Kamera mnie śledzi, jakby się stęskniła. Ja wciąż niepewnym, z pamięci … Przeczytaj wiersz
Leszkowi Koczanowiczowi Ale my, ludzie lądu, w powszedni dzień uwięzieni wśród desek i tynku nie rozumiemy, że wystarczy zatkać uszy szmatą, w usta wsadzić kolbę kukurydzy, z wianka cebuli strząsnąć śnieg, żeby zobaczyć πr2 wielorybów między wschodem a zachodem słońca.
Ty sobie żabim skrzekiem pluj, niech brzmi jak choroba popiół, tran, fasady zwiną tynki z wapnem, a ja dam ci się wyprowadzić z sierści i mydła, gdzie głębiej niż woda żyje pieśń lekka jak wersalik. Zgodziłam się mieć przeszłość, jaką z tobą mam, choć nie jest ani łatwa, ani nie idzie jej dobrze.
O, już nieraz coś mi wróży, Że ta miłość się rozwieje, Krew wykipi w takiej burzy, Serce na nic spopieleje. Któż tych oczu blask wytrzyma, Kto ten uśmiech, ten głos rzewny? Nawet schronić się gdzie nie ma, Jam dni moich tu niepewny. Wyznam — może po wyznaniu Umniejszą się moje męki. Trudno przestać na wzdychaniu … Przeczytaj wiersz