ŁADNY DZIEŃ

Agnieszka Wolny-Hamkało

W parku biegacze, za nimi ślad węglowy
w powietrzu z proszkiem do prania. Żaden
kurwidołek: leśne stoisko z kawą i Grześkami.
Na piaszczystej wydmie kilka zgrabnych szyszek.
Biało między drzewami, odkąd ludzie wybierają len:
kobiety w tunikach pchają lekkie wózki.
W głębi, pośród innych domków, w kuchni
siedzi Bartuś i żegna się z parkiem.
Ma jeszcze tę porę roku, ale na razie
próbuje zakrztusić się słomką. Dla niego
sierpień będzie już zawsze. Nie dowie się,

że październik w tym roku ciepły, nieprzyzwoicie.
Pożyczył mi książkę, której mu nie oddam:
Moja siostra sięga do szyi, ciągnie za korale.
Sztuczne perełki skaczą po dywanie,
rozsypują się po całym pokoju. Jak dziś,
Bartku, z brokułów tysiące tych muszek
białych w podróży donikąd, to znaczy, słuchaj,
rano usiadły mi na policzkach i okularach.

Twoja ocena
Agnieszka Wolny-Hamkało

Wiersze popularnych poetów

Wernisaż

Wernisaż odbył się w ogromnej sali. Tłum sie zachwycał, ściany były białe i trzepotały skrzydłami jak łabędzie. Ściany były białe. Rozdawano koniak. Przez szklo kieliszka patrzyłam na twarze. Jedne zwężone…

zapisek

Wczoraj myłam włosy i byłam do góry nogami przez jakiś czas. To dlatego śniło mi się potem (wczoraj, dzisiaj), że książka powstaje w zagłębieniu ręki, po drugiej stronie łokcia. Potem…

Dom Dziecka

Trzydzieści par pantofelków filcowych z wyszytym na środku kwiatem tulipanu. Trzydzieści fartuszków poplamionych sokiem z czarnej porzeczki. Trzydzieści nieruchomych kotów wyhaftowanych ściegiem płaskim. Trzydzieści par wyciągniętych rączek ale tylko po…