Wiersz na wdechu
Ósmy dzień tygodnia, północ, badanie. Dajmy na to Węgry: rozgaszone do białości światła i szyfr pełzający po wargach. Nie rozumiem cię Adriano, te stoliki zwijają się w kłębek robiąc taki hałas, że ani cierpliwość ani to wino. A może wszystko położyć na kancie? Niebo gwiaździste nade mną, zapałki w pudełku, owal twarzy rozmyty w rodzinie. To taka … Przeczytaj wiersz