Małżeństwo Dyktatora

Władysław Szlengel

Wiecie zapewne, że Dyktator jest abstynetem, jaroszem i kawalerem. Jeżeli człowiek przez piędziesiąt lat nie zaznał rozkoszy jaką dają;

krwisty rozbef, cieniutki sznycelek, dobrze wypieczony kurczak z kartofelkami i mizerią, przy czym kieliszek dobrego czerwonego winka… A, co tam wyliczyać – jak człowiek nie  zna rozkoszy. Niewesole są noce w głuchym kanclerowskim pałacu, smutne są myśli niezakropione lampką wina i widmowa pustka bez kobiety.

Widziałem roześmianą twarz Roosevelta z bankietu w Filadelfii; nie wiem czy prezydent pije – ale nic nie powiem o pokaźnych butelkach na zdieciu „United Press” i wesołym wieńcu girls przy stole. Nic dziwnego, że po takim bankiecie Roosevelt kropi depesze do Europy: „Uspokójcie się! Zycie jest piękne! – wino jest słodkie i nie chcę, aby moja żona martwiła się, że nasz syn idzie na wojnę”. Konkluzja musimy dyktatora ożenić. Kobieta dokona reszta.

Będzie to wyglądało mniej więcej tak:

-Dyktator. Gerta Schmidt. Państwo pozwolą… – Panie marszałku,  czego pan mnie męczy… Ja nie znoszę kobiet…

– Trudno. Zagranica. Prestiż. śmieją się. śmieszność jest zabójcza dla Dyktatora. Musi się pan ożenić.

Z tą… Gertą Schmidt?

Tak. Ona ma w posagu dwie żywe krowy, osełkę masła i niedojedzoną jajecznicę po nieboszczyku pierwszym mężu. Tego nie należy bagatelizować.

Czy posag ona wniesienie zaraz po ślubie?

Natychmiast… Ogłasza się małżeństwo Dyktatora z Gertą Schmi. Slub odbędzsię w niedzielę 22 lipca.

Wtorek, 17 lipca.

Dyktuś… więc już w niedzielę… ach mój jedyny… Ty jesteś zabójczy… taki zabójczo-piękny… Zgol te wąsy…

Coooo? Pani oszalała? Bez wąsów!! Ja się mogę obejść bez linii Zygfryda, ale nie bez wąsów

To nie będę się całowała.

Nie zgolę.

To wszystkim powiem, że na Linii Zygfryda jest napis: „Pluć tylko do spluwaczek”, bo beton się rozpłynie…

Zgolił

Sroda, 18 lipca.

Patrz, jak ja jestem ubrana. Jak strach na wróble! W całym Berlinie nie ma ani jednej przywoitej krawcowej.

Nie rozumiem.

Mój kochany, jak ty chcesz, to sobie możesz wyrzucić wszytkich Żydów, ale nie możesz mnie pozbawić dobrej krawcowej. Sam rozumiesz, że bez Żydówki będę ubrana jak koczkodon. Bądź taki dobry, maleńki werdycik…

Szalona. Idea moja w sprawie…

Wiem, wiem, ale jak mi nie sprowadzisz Żydów do Berlina, to ja napiszę do mamy, żeby przyjechała. Może razem coś uszyjemy…

…Cofnięto nakaz wysiedlenia Żydów.

Frau Schmidt, gdzie mój garnitur, mój strój galowy?

A z czego miałam uszyć spódnicę? Może z waszej tandetnej wełny… Może z papieru?

No, dobrze, ale przecież nie mogę… Jak ja będę wyglądał? A moje spodnie z kapitańskiego uniformu?

Poszły na spód do kostiomu… Mój drogi, pożycz sobie od marszałka marnarkę i zrób sobie płaszcz, to ci wszystko zakryje… Albo przestań się kłócić z Anglią, to będziesz miał angielskie materiały…

… Przestał.

… Piątek.

Dyktuś zrób narzeczonej prezent. W niedzielę nasz ślub… Nie chcę jeść na obiad wroniego rumsztyku… Zjesz ze mną, prawda?…

Nie jadam mięsa…

Taki dobry sznycelek z kartofelkami i kieliszek bordo… Nie pijam. I nie mamy bordo. Bordo ma Francja.

To nie kłóć się z Francją, ja cię proszę… No zjedz, zjedz… Zjedz, bo piszę do mamy… I kieliszek bordo… I załatw z Francją…

…Załatwił.

… Sobota. – Dyktuś, słuchaj, mówię ci ostatni raz. Musisz mi to przyrzec przed ślubem. Bo inaczej nici z małżeństwa. Żadnych awantur… Żadnych zaczepek… Ja chcę mieć spokój w domu… I żadnych wyjazdów. W domu masz siedzieć. Spokój. Masz żonę. Będziesz mieszkał w stolicy, żebym miała blisko mamy i  wybij sobie z głowy jakieś wyjazdy. I żadnych gości. porządek, żeby był. I koniec ersazów… ma być . Będziesz ł mięso, bo nie chcę cherlaka – i będziesz pił. I ubranie ma być z wełny, a nie z glaspapieru. Koniec.

…Powiadam Wam. Tylko małżeństwo uratuje interesy Europy.

Twoja ocena
Władysław Szlengel

Wiersze popularnych poetów

Pierwsza fotografia Hitlera

A któż to jest ten mały dzi­dziuś w ka­fta­ni­ku? Toż to mały Adol­fek, syn pań­stwa Hi­tle­rów! Może wy­ro­śnie na dok­to­ra praw? Albo bę­dzie te­no­rem w ope­rze wie­deń­skiej? Czy­ja to rącz­ka,…

Publiczność do poetów

Wiecznie śpiewacie na tę samą nutę! Śpiewacie rozpacz dziką i bezbrzeżną, Serca przedwczesną goryczą zatrute I melancholie mglistą a lubieżną, Senne miłoście szpilkami przekłute, Rany zadane jedną rączką śnieżną, I…

Gałązka jaśminu

Tam, pod niebem południa palącem, Szło ich dwoje po mirtów alei, Słów namiętnych rzucając tysiącem; Lecz nie było tam słowa nadziei. Pożegnanie ostatnie na wieki… To trwa długo… I wstał…