puste słoneczniki

Agnieszka Wolny-Hamkało

Pod gipsem urosło jej skrzydło –
skancerowane, nieparzyste. Ruszyła lekko
ramieniem. W parku – czytała – codziennie
zdarzają się porwania.
Znalazła tylko test ciążowy.
Wyobraziła sobie, że nocą ktoś
sika na niego w krzakach.
W plastikowym okienku
nie było nic, żadnej kreski.

Szła w psychodeliczną zieleń,
spojrzała w otwartą dłoń,
gdzie w poprzek linii papilarnych, na poduszce
dłoni, lśniło świeże rozcięcie:
otwierało się jak rybie skrzela
czyste, zaróżowione.

Pszczoły, jak psy,
zwabione zapachem szamponu
otoczyły ją, tworząc złoty kaptur.

Twoja ocena
Agnieszka Wolny-Hamkało

Wiersze popularnych poetów

Klonator 

Oddam kilka swoich komórek by w zamian Pozbyć się kłopotów co dręczą mnie Nie odczuję zmiany bo strata niewielka Skoro ciągle żyję to łatwy gest Nie mam genetycznie poważnych obciążeń Tyle musi wystarczyć mu na start Więc powstanie klon czyli prawdziwy człowiek Ja zostanę w…

Al chet

Ciężko mi wlec za sobą grzechy w tułaczym worze jestem już słaby i stary wciąż słabszy… przebacz mi Boże… Już uwierzyłem światu i kajam się teraz w pokorze ciężko i duszno mi… ratuj… może to prawda… Boże… Patrz – rzucają kamienie… Widzisz – drzewa mi…

pokrak

Spadł i przejął balkon. Zapaskudził stepper. Meteoryt z błota. Dziwnie zrosła mu się noga. Nigdy nie będzie chodzić. Ale to nie powód, żeby go coś zjadło, kiedy go wyprowadzisz na łąkę. Puka codziennie w balkonowe okno.